Przez ostatnie dwie dekady Memphis Tigers na koszykarskiej mapie NCAA zaliczali wzloty i… prawie upadki. Złote czasy charyzmatycznego trenera Johna Calipari odeszły do lamusa, a schedę po nim przejął młody i obiecujący Josh Pastner. Owszem, Tigers dosłownie polaryzowali nie tak dobrą Konferencję USA, ale wraz z przejściem do Konferencji American Athletic Pastner napotkał opór innych ekip i nie tylko…

Zacznijmy może od tego, że Memphis Tigers kojarzeni z Johnem Calipari w latach 2000-2009 zaliczani byli do koszykarskiej czołówki NCAA. To Calipari przez pierwsze i mozolne lata pracy wniósł nutę świeżości, ściągając coraz to lepszych graczy ze szkół średnich, co robi do dziś dla programu Kentucky. To Calipari w ciągu swojej kariery w Tigers dwa razy zagrał w Elite 8 (2006, 2007), by rok później w pamiętnym finale przegrać z Kansas po dogrywce, do której doprowadził legendarny rzut Mario „Miracle” Chalmersa. Jak to Coach Cal, „seryjny producent” wyborów w Draftach NBA, miał okazję pracować w Memphis z takimi graczami jak Dajuan Wagner, Shawne Williams, Rodney Carney, Derrick Rose, Chris Douglas-Roberts, czy Tyreke Evans. Sam Evans był ostatnim graczem Memphis wybranym w Top 5 Draftu (pick 4 – 2009), zaś ostatnim , który do ligi dostał się przez Draft był… Will Barton (pick 40 – 2012), już z dziwnych czasów Josha Pastnera.

Po odejściu Tyreke’a Evansa, który był fenomenem sezonu 2008-2009, Calipari otrzymał ofertę od potężnego programu Kentucky, gdzie rok w rok ma do czynienia z wieloma koszykarskimi talentami, produkując dla Wildcats przyszłe prospekty NBA. Odejście „Kokainowego Cala” otworzyło wtedy szansę dla dopiero 32-letniego Josha Pastnera, asystenta Calipari, który wcześniej pracował na ławce Arizony, gdzie sam jako gracz zdobył Mistrzostwo NCAA w 1997 roku. Pastner reprezentował nowe pokolenie młodych trenerów, z którego wyrósł m.in. Brad Stevens. Pierwszy sezon Pastnera nie był ta dobry jak te Cala, ponieważ po wyniku 33-4 z sezonu 2008-09 Pastner zanotował 24-10, nie kwalifikując się do Turnieju NCAA. Kolejne lata układały się pod dyktando rywalizacji w Konferencji USA, ale sam Pastner poprowadził Tigers najdalej do trzeciej rundy, co w porównaniu do wyników „Kokainowego Cala” było w sumie rozczarowaniem. Młody trener nie miał aż tak mocnego przebicia w rekrutacjach graczy, szczególnie przy wielkich markach takich jak… Kentucky Wildcats.

Dopiero po przenosinach do Konferencji American Athletic (sezon 2013-14) Pastner zwerbował w swoje szeregi kilku dobrych graczy ze szkół średnich, mając już w składzie Joe Jacksona, Michaela Dixona i Shaqa Goodwina. Jednocześnie był to ostatni sezon, kiedy Tigers pod wodzą Pastnera zagrali w March Madness i po raz pierwszy od 15 lat opuścili Turniej NCAA w 2014 roku. Przez kolejne dwa sezony Pastner zaliczał stopniowy upadek, ale mimo wszystko miał okazję pracować jeszcze z takimi graczami jak Adonis Thomas, Will Barton, Tarik Black, czy D.J. Stephens. Ostatecznie po sezonie 2015-16 drogi Memphis i Josha się rozeszły, a stanowisko głównego trenera objął legendarny, ale zarazem schematyczny i… stary Tubby Smith. Smith miał być zbawieniem i dobrym marketingowym produktem dla władz Memphis, ale jego wyniki oraz brak świeżego spojrzenia na rekrutowanie graczy sprawiły, że przetrwał tam raptem dwa sezony.

I wtedy na kampusie pojawił się Penny…

Urodzony w Memphis, gdzie budował swoją karierę w Treadwell High School, by potem stać się akademicką gwiazdą początku lat 90-tych, chlubą Memphis State (obecnie… Memphis), kimś kogo tak bardzo w Orlando za fenomenalnego wówczas Chrisa Webbera chciał Shaquille O’Neal. Piszemy o graczu znakomitym, kimś kto wrzucił do koszyka nowy produkt wysokiego i atletycznego rozgrywającego, skaczącego nad głowami rywali, trafiającego rzuty, zbierającego piłki, grającego fantastyczne pick and rolle. Od świetnych lat w Orlando, po falę kontuzji oraz zakończenie kariery w Miami w 2007 roku. Na niecałą dekadę po tym świat zapomniał kim był Penny Hardaway.

Na szczęście nie był daleko od koszykówki, ale ostatecznie serce zabiło w Memphis East High School, kiedy w 2015 roku dostał posadę asystenta. Przez kolejne dwa lata z pokorą uczył się swojej nowej roli. Chciał być dla dzieciaków. Ostatecznie w sezonie 2017-18 objął posadę głównego trenera, udowadniając, że potrafi pracować z młodzieżą. Penny i Memphis East byli jedną z najlepszych ekip w stanie, a kilku graczy u boku Hardawaya wyrastało na czołówkę krajową. To samo w międzyczasie działo się z Brandonem Royem, który wyrzucił do NCAA m.in. Michaela Portera Juniora. A los? Los chciał bardzo, ale to bardzo Penny’ego z powrotem u siebie, na własnym kampusie, na starych śmieciach.

20 marca 2018 roku Penny Hardaway zostaje oficjalnie pierwszym trenerem Memphis Tigers, zaledwie po roku pracy jako główny szkoleniowiec Memphis East. I to za o wiele mniejszą stawkę rynkową – to jego praca marzeń. Od razu zabiera się do roboty, zapowiadając zmiany w sztabie, przede wszystkim pod kątem rekrutacji, która bądź co bądź, jest najważniejsza dla każdego coacha przed startem nowego sezonu. Hardaway zatrudnia Tony’ego Madlocka, z którym grał jeszcze za czasów  Memphis State. Ostatecznie „hitem transferowym” staje się legendarny Mike Miller, który dołącza do sztabu jako już doświadczony trener z rozgrywek AAU, gdzie prowadził własny zespół. To on obok Hardawaya ma być magnesem na gwiazdy ze szkół średnich.

Wszystko toczy się błyskawicznie, ponieważ za Hardawayem podążają lokalni gracze – Alex Lomax z Memphis East oraz syn Penny’ego – Jayden Hardaway. Do Tigers przychodzą również Antwann Jones i Isaiah Maurice, ale to nie koniec pracy świeżego staffu trenerskiego. W Memphis East czekają diamenty klasy 2019 – James Wiseman i Malcolm Dandridge, oferty stypendium dostają również Precious Achiuwa (Montverde Academy)  D.J. Jeffries (Olive Branch), Rejean „Boogie” Ellis (Mission Bay), Lester Quinones (IMG Academy) i Damian Baugh (Tennessee Prep). Co najciekawsze – Jeffries rezygnuje z gry w Kentucky, Ellis odpuszcza stypendium w Duke. Szczęki opadają. Po pewnym czasie ostatecznie wszyscy decydują się na grę dla Hardawaya, który walczy podczas swojego pierwszego sezonu z Memphis Tigers.

Liderem ekipy jest wówczas leworęczny senior Jeremiah Martin, rzucający prawie 20 punktów w meczu combo guard, którego Hardaway darzy absolutnym zaufaniem. Tigers zaczynają sezon 2018-19 w kratkę, dopiero krzepną podczas wewnętrznych gier w Konferencji American Athletic. Ostatecznie Penny robi z nimi bilans 22-14, nie gra w Turnieju NCAA, ale na kolejny sezon patrzy bardzo optymistycznie mimo głosów krytyków i ludzi nieprzychylnie nastawionych do „świeżaka”. Jednak to on ma w składzie najlepszego gracza ze szkół średnich – Jamesa Wisemana. To on ma w składzie kilka innych talentów (aż 4 z Top 50), które składają się na najlepszą klasę rekrutacyjną w 2019 roku.

Od początku chciał tworzyć w Memphis super teamy, ale nie chodzi tylko o koszykówkę. Liczył na „pomoc dla dzieciaków”, bo przecież stypendium daje szansę na ukończenie studiów i zabezpieczenie przyszłości, gdyby kariera sportowa nie wypaliła. Do rekrutacji podchodził jednak z dystansem, bo wiedział, że mimo wykonania swojej pracy to dzieciaki na ostatnim etapie rekrutują siebie samych:

„Wiem jak to wygląda, ponieważ w NBA jest podobnie. Rekrutujesz swojego najlepszego przyjaciela, rekrutujesz graczy z którymi grałeś, albo tych których lubisz. Dzieciaki przed koledżem rekrutują siebie nawzajem. Kiedy wybierają szkołę, kontaktują się ze sobą. Tak jak w poprzednim roku w Duke, kiedy Coach K zrobił swoją robotę i asystenci zrobili swoją robotę, ale to ostatecznie dzieciaki same zebrały się w jedną całość.”

Takie podejście miało rok w rok rodzić rekrutacyjne sukcesy, bo taki James Wiseman okazał się najgłośniejszym prospektem Memphis od czasów Tyreke’a Evansa – dekadę po ostatnim sezonie Johna „Rekrutacyjnego Maga” Calipari. I co najlepsze, to Wiseman po Evansie miał być kolejnym pickiem Memphis w Top 3 Draftu 2020.

Utalentowany Big Man, imponujący nie tylko atletyzmem i warunkami fizycznymi, zgarnął większość nagród dla najlepszego gracza szkół średnich za rok 2019. Grał w Nike Hoops Summit, McDonald’s All-American i Jordan Brand Classic. Mierzący 216 cm Wiseman to kolejny wysoki nowego pokolenia, nieco przypominający na tym etapie Marvina Bagleya, ale jest po prostu dłuższy i ma ogromny zasięg ramion. Podobnie jak Bagley podczas swojego jedynego sezonu w Duke, Wiseman miał zdominować rozgrywki NCAA. W swoim ostatnim sezonie dla Memphis East notował średnio 26 punktów, 15 zbiórek i pawie 6 bloków w każdym meczu.

Ostatecznie podążył za Hardawayem mimo, że płynie w nim krew Nashville, dlatego bliżej zdecydowanie powinno mu być do uniwerku Tennessee. Wybrał rywala zza miedzy, co spotkało się z dezaprobatą wielu okolicznych fanów. Określany kolejnym „Wysokim Jednorożcem”, a ze swoim atletyzmem oraz wszechstronnością odważnie porównywany przez ekspertów do Kevina Garnetta, szczególnie pod względem umiejętności defensywnych. Jego rzut okazał się dobrym materiałem do pracy, a przecież doskonale wiemy w jaką stronę zmierza dzisiejsza NBA. Wiseman zapowiadał się jako prospekt do gry na pozycjach 4-5, będący w stanie kryć nawet niskich skrzydłowych. „Mismatch Nightmare”. Wśród trenerów miał opinię pracoholika, co w tym wieku jest bardzo pożądaną cechą. Do systemy Hardawaya opartego na pick and rollach i backdoor cuts, Wiseman pasował idealnie. Szczególnie dlatego, że jest bardzo mobilnym graczem, który zapewniał spacing swoim partnerom. Poza tym od tego chłopaka biła dojrzałość, szczególnie w sytuacjach, kiedy rozmawiano z nim o celu zespołu, a nie jednostki.

„Nie boję się oczekiwań. Boję się o drużynę. Boję się o drużynę, ponieważ mamy jakiś koncept i musimy być lepsi każdego dnia, aby osiągnąć nasz cel. Poświęcenie się dla siebie nie powinno być wyzwaniem.”

Faktycznie, oczekiwania wobec Memphis były ogromne. Wiseman na plecach nosił ogromny ciężar, jako faworyt do pierwszego picku w Drafcie, obok LaMelo Balla, który zachwycał ludzi w lidze australijskiej i… Anthony’ego Edwardsa, wybranego później z numerem 1.

Po pierwszych trzech meczach w Memphis, w których notował średnio prawie 20 punktów, 11 zbiórek i 3 bloki… Wiseman został zawieszony przez NCAA na 12 spotkań (miał wrócić do gry 12 stycznia 2020). Dwa ostatnie mecze zagrał wbrew ustaleniom „korupcyjnej NCAA”, o której sporo mówi produkcja HBO – „The Scheme”. Powodem zawieszenia było niesłusznie przyjęcie prawie 12 tysięcy dolarów przez rodzinę Wisemana na rzecz przeprowadzki. Pieniądze przekazał nie kto inny jak… Penny Hardaway, który był wtedy trenerem Memphis East High School. „Zabieg” miał na celu umożliwienie zamieszkania w Memphis po przeprowadzce z Nashville. W trakcie całego zamieszania władze uczelni stwierdziły, że Wiseman nie wiedział o żadnej pomocy finansowej dla jego rodziny, dlatego złożyły apelację, zaś potem lawina innych zdarzeń przejęła kontrolę nad karierą Wisemana, który ostatecznie opuścił uniwerek Memphis – bądź co bądź w dość depresyjnej atmosferze, o czym pisał Adrian Wojnarowski pod koniec lutego.

Cały szereg scenariuszy w marcu na tapetę wziął niezawodny w tych tematach Michael McCann (jeszcze wtedy ekspert dla Sports Illustrated), prawnik sportowy, który jest m.in. współautorem książki z Edem O’Bannonem – Court Justice: The Inside Story of My Battle Against the NCAA – swoją drogą godna pozycja do przeczytania w celu zrozumienia machiny: Wykorzystywanie NCAA vs Status Sportowiec Amator.

Po aferze i opuszczeniu Tigers Wiseman związał się pod koniec 2019 roku z agencją Excel Sports, której motorem napędowym jest Jeff Schwartz, mający w swojej stajni masę nazwisk z najlepszej ligi świata, w tym świeżo upieczone maksymalne przedłużenie Brandona Ingrama z Pelicans. Tak czy inaczej, Excel Sports i Wiseman od razu wzięli się do pracy, skupiając się na wykorzystaniu warunków Jamesa w obecnej, innej, pizdowatej i czasami niskiej NBA.

Skutkiem był wybór „Leworęcznego Jednorożca” przez Golden State z numerem 2 w Drafcie 2020, czemu bardzo, ale to bardzo kibicowałem. Głównie ze względu na fit oraz znany w lidze Player Development Warriors. Dlatego w tym momencie robi się coraz ciekawiej…

Wiseman przed trafieniem do Warriors zaczął pracować nad każdym elementem swojej gry, nad ciałem i nad psychiką. Sporo czasu spędzał z Davidem Alexandrem (DBC Fitness), jednym z najlepszych w branży, który pod swoim okiem przygotowuje profesjonalnych atletów do karier pod kątem fizyczno-motorycznym. Oczywiście sporo debiutantów w trakcie pandemii pracowało indywidualnie, ale JW wraz z podpisaniem umowy z Excel Sports dostał wokół siebie pakiet samych profesjonalistów, którzy znają ligę od środka, pod każdym kątem. To wg mnie duży krok do przodu przed resztą stawki, jeśli chodzi o przejście na poziom pro.

„Skupiam się na dodaniu wagi i dbaniu o swoje ciało. Oglądam też dużo filmów. Anthony Davis. Dirk Nowitzki. Karl Anthony-Towns. Oglądam wielu graczy, którzy potrafią rzucać przy moim wzroście. Pracuję nad mechaniką rzutu, aby to wszystko uporządkować.”

I tak doczłapał się z dwójką do Bay Area, gdzie koszykarscy Bogowie zrzucili lawinę nieszczęść na poprzednie, jakże bogate lata Warriors. Największym ciosem była oczywiście listopadowa kontuzja Klaya Thompsona, który nie grał w koszykówkę od pamiętnego meczu nr 6 Finałów 2019. I tak… Warriors bez Thompsona, ze zdrowym Stephem Currym, z masą młodych graczy i oby nową/lepszą rolą Draymonda Greena wejdą w sezon 2020/21. Bez żadnych obietnic i wielkich celów, co będzie bez wątpienia dużym plusem dla Wisemana, w którym Warriors (słusznie lub nie…) widzą drugiego Giannisa, głównie pod kątem chęci rozwoju, energii oraz chłonięcia całej koszykarskiej wiedzy od weteranów.

„Jego energia wylatuje przez dach, co czasami powoduje, że nie zajmuje dobrej pozycji – na co uwielbiam patrzeć, ponieważ możesz nauczyć dobrego ustawiania się, ale nie możesz nauczyć ogromnej energii” – Draymond Green

„Jest jeszcze wiele do nauki, ale ma ogromny entuzjazm i energię. Ma też dobry feeling oraz wiedzę i wychodzi na to, że będzie szybko łapał zagrywki” – Steve Kerr

W tym wszystkim należy szukać szans dla Wisemana w minutach rozdawanych przez Kerra. W zaufaniu, które buduje na treningach oraz w fakcie, że Warriors bez Klaya Thompsona będą testować szereg rotacji aż miło. Ich obecny frontcourt?  Na czwórkach teoretycznie Draymond Green, Eric Paschall… potem długo, długo nic i Kaleb Wesson plus Alen Smailagić. Teoretycznie na piątce Kevon Looney, Marquese Chriss i właśnie Wiseman, który już teraz wydaje się być bardzo fajnym fitem do Greena, od którego może się wiele nauczyć. Przede wszystkim czytania defensywy rywala, bycia wszędzie, reagowania na ruchy strzelców, czy graczy atakujących w backdoor cuts.

Dodatkowego smaczku dodaje informacja odnośnie pierwszego treningu Wisemana z całą ekipą od czasu złapania Coronavirusa (on i Green pauzowali), po którym Kerr w wypowiedziach sugerował, że miejsce w pierwszej piątce jest oczywiście otwarte i będzie zależeć od danego dnia, dyspozycji oraz przeciwnika.

Pamiętamy przecież tall-ball Lakers w tegorocznych Playoffs, podczas których kilku graczy wysokich w zostało wplecionych w nowe usprawnienia wielu teamów. Wiseman jest szybki, mobilny, skoczny, atletyczny, potrafi rotować nad pick and rollach, gdzie była tego mała próbka w Memphis. Nie kupuję teorii, że pomimo 216 cm nie będzie w stanie bronić skrzydłowych. Kevin Garnett jako prawie 7-footer to robił. Oczywiście, Wiseman to nie Garnett, ale już teraz gość mogący wykorzystać spektakularnie swoje minuty w Warriors – głównie przez feeling defensywny, zasięg ramion na poziomie 228 cm oraz sprawne, bardzo sprawne przejścia z pomocy do transition offense.

No coż… Penny nie skacze już tak wysoko jak skakał w Nike Air Foamposite, nie gra pick and roli z O’Nealem, nie decyduje bezpośrednio o losach pomarańczowej piłki. Jest w Memphis i ma problem.

Gdzieś z dala od całego syfu związanego z NCAA, wielkimi krokami nadchodzi James Wiseman – mający argumenty mocne jak Werbel z Nashville.

Pierwszy sprawdzian już dzisiaj na Brooklynie.

Ja czekam, a Ty?

Stay thirsty my friends…

Ambasador C.

1 KOMENTARZ

Skomentuj Oskar Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here