Już za kilka dni będziemy mieć czwartego Polaka w NBA i zarazem pierwszego wybranego w pierwszej rundzie draftu. Jeremy Sochan w tym momencie jest już pewniakiem do wyboru w pierwszej dwudziestce draftu, a także, jeśli wierzyć spekulacjom i plotkom – prawdopodobnie może dostać się nawet do Top10 – miejsca zarezerwowanego niemal wyłącznie dla graczy z którymi drużyny wiążą duże nadzieje.

Jakim cudem chłopak wychowany w trzech, czy nawet czterech krajach, obywatel świata – jak sam o sobie mówi, ma szansę lepiej zacząć karierę niż Maciek Lampe, Cezary Trybański, Szymon Szewczyk i Marcin Gortat?

Z czego wynika tak duże zainteresowanie drużyn NBA naszym rodakiem?

Czy balonik oczekiwań nie jest już przesadnie napompowany?

Najwyższa pora o tym porozmawiać.

Tekst po raz kolejny nie należy do najkrótszych, stąd dołączam krótki spis treści:

  1. Notka biograficzna – droga do Baylor Bears i draftu NBA
  2. Profil boiskowy:
    Analiza video (!!!)
    Statystyki, profil fizyczny i charakter
    Atak
    Obrona
  3. Kogo z NBA przypomina
  4. Przewidywania na draft – optymalne miejsca i dokąd może realnie trafić
  5. Opinie ekspertów

OBOWIĄZKOWA NOTKA BIOGRAFICZNA

Jeremy Sochan urodził się 20 maja 2003 roku w Guymon w Oklahomie. Jego mamą jest była koszykarka Polonii Warszawa – Aneta Sochan, a biologicznym ojcem nieżyjący już Ryan Williams. Rodzice Jeremy’ego poznali się kiedy oboje grali w koszykówkę w drugiej dywizji NCAA na tym samym uniwersytecie – Panhandle. Williams nawet przez jakiś czas grał zawodowo w Anglii dla Reading Rockets i Bristol Flyers. Po latach opisywany jest jako utalentowany skrzydłowy latający nad koszami, którego charakter i chęć rywalizacji czyniła ulubieńcem miejscowych fanów. Podobno brał kiedyś udział w obozie dla kandydatów do NBA. Korzenie sportowe Jeremy’ego na tym się nie kończą – jego dziadek Juliusz (po nim Jeremy ma drugie imię) był znanym w środowisku koszykarskim działaczem, między innymi prezesem WOZKosz, a pradziadek Zygmunt – piłkarzem Warszawianki.

Jeremy wychował się w Anglii, ale jego jego związki z Polską są silne – karierę piłkarską jego pradziadka przerwała II Wojna Światowa, w trakcie której walczył w kampanii wrześniowej, działał w konspiracji i był więźniem obozu Stutthof. Przeżył wojnę i wrócił do sportu – został trenerem i dyrektorem hali sportowej na Torwarze. Podobno to on zaraził całą rodzinę pasją do sportu i ta miłość w rodzinie rozciąga się poprzez wszystkie kolejne pokolenia. Nawet ciocia Jeremy’ego była lekkoatletką, a chłopak był po prostu skazany na sport.

Skąd Jeremy wziął się w Anglii? Po pobycie w Stanach, jego mama wróciła na moment do Polski, ale nie chciała już rezygnować z bycia częścią „zachodniego świata”. Spakowała się więc i wyjechała na Wyspy, do Southampton. Parę lat później, poznała tam swojego obecnego partnera, także pochodzącego z Polski ojczyma Jeremy’ego, Wiktora Lipieckiego i rodzina po raz kolejny się przeprowadziła – do Milton Keys. I tam już zostali, a Jeremy i jego brat, Zach byli wychowywani w duchu sportu.

To jednak nie jest kolejna historia o rodzicach, których bardziej utalentowane dzieci realizują ich niespełnione marzenia. Bracia Sochanowie nie byli rozwijani pod kątem żadnej konkretnej dyscypliny – mały Jeremy grał jako bramkarz (lub środkowy pomocnik) w piłkę nożną, w koszykówkę, w rugby, w badmintona, jeździł na nartach, biegał na bieżni – miał wszystkie możliwe dyscypliny do wyboru, a poza koszykówką, szczególnie utalentowany był ponoć w rugby. Oczywiście, basket to był jego sport rodzinny – tak jak mamę można nazwać jego pierwszą trenerką, tak jego ojczyma – pierwszym sparingpartnerem. Jednak póki się dało łączyć wszystkie możliwe treningi i mecze – uprawiał wszystko, reprezentując szkoły w piłkę nożną, rugby, koszykówce i lekkiej atletyce – m.in wygrał kilka mistrzostw miasta w skoku w dal.

Dopiero w wieku 12 lat zdecydował się związać swoją przyszłość z koszykówką, ale do 15 roku życia trenował właściwie amatorsko – 2 razy w tygodniu po 2 godziny i dopiero potem ilość i jakość jego treningów zaczęła rosnąć. I to bez presji rodziny – pokochał ten sport i zaczął wymuszać swoją determinacją coraz poważniejsze treningi, wiążąc się z nim coraz bardziej. Tę miłość i charakter widać na boisku szczególnie dziś i warto tu podkreślić, że tak długi rozwój w wielu dyscyplinach jednocześnie, bez szczególnego eksploatowania się tylko pod kątem koszykówki, to bardzo dobry prognostyk dla jego przyszłości w NBA – tego typu gracze z reguły mają większe szanse na unikanie kontuzji i łatwiej przyswajają nowe umiejętności.

Po podjęciu decyzji o poważnym zaangażowaniu w koszykówkę – Jeremy zgłosił się do Itchen – Akademii koszykarskiej w Southampton. Tam rozpoczął prawdziwe treningi, zaczął się szybko rozwijać i usamodzielniać… w czym także dopingowali go rodzice, pozwalając mu podejmować samodzielne decyzje w sprawach kariery. Mieszkał u obcej rodziny, dwie godziny jazdy od domu. To bezpieczna odległość, ale taka, która już wymusza bardziej dorosłe podejście do życia od nastolatka u progu kariery.

W tamtym czasie też wybrał dla jakiej kadry chce grać i mimo zakusów federacji angielskiej – była to Polska. Jeremy w Anglii jest „tylko” rezydentem – obywatelstwa ma polskie i amerykańskie i mimo propozycji Anglików, nie zdecydował się tego zmienić. Do naszej kadry dostał się po tym jak jego mama wysłała do Związku video z tym jak gra, którą szczęśliwie ktoś obejrzał i zaprosił go na zgrupowanie kadry U16 prowadzonej przez Dawida Mazura. Od tego momentu jego kariera bardzo przyśpieszyła.

Jednocześnie Jeremy cały czas pielęgnował związki z krajem przodków. Spędzał co roku po kilka miesięcy w Polsce – głównie u babci Lucyny Sochan, kobiety absolutnie pozytywnie zakręconej, „Szalonej Lucy”. Do tej pory jest prawdopodobnie największą fanką wnuczka, śledzi uważnie koszykarskie strony i podcasty… potrafi nawet się udzielać w internetowych dyskusjach. To mieszkanka warszawskiej Pragi i kiedy Jeremy ją odwiedzał, regularnie odwiedzał też koszykarskie boisko przy ulicy Jagiellońskiej. A stamtąd już tylko krok do słynnej w warszawskim środowisku akademii koszykarskiej Tomka Wakulskiego, który przez lata prowadził „Jagiellonkę”, organizując między innymi różnego rodzaju obozy koszykarskie i treningi indywidualne. Na dwóch takich obozach organizowanych przez „Wakula” był i Jeremy – w Dadaju pod Olsztynem. Oczywiście babcia, jak to babcie, nie pozostawiła niczego przypadkowi. Całkowitym zbiegiem okoliczności odnalazła się w domku letniskowym nieopodal miejsca pobytu Jeremy’ego i nieustannie dokarmiała go melonami i arbuzami. Nie wiadomo czy to efekt jej magicznej diety, czy czystego talentu Sochana, ale o ile na pierwszym obozie pracował on z rocznikiem 2003, tak już na drugim wylądował ze starszą grupą 2000/2001. I zdecydowanie nie odstawał, mimo, że wtedy nie zachwycał jeszcze taką płynnością ruchu i sprawnością co obecnie. To czym się za to wyróżniał to na pewno charakter. Obcy chłopak, mówiący co najwyżej łamanym polskim, trafiający do obcej, a za drugim razem do tego starszej grupy i… od razu ponawiązywał kontakty, doskonale się odnalazł. „Be positive” – to hasło które najbardziej się Tomkowi Wakulskiemu z nim kojarzy. To też nie była byle jaka grupa, trenowali z nim między innymi Aleksander Lewandowski, jeden z najlepszych zawodników swojego rocznika, obecnie ważny koszykarz ekstraklasowej Astorii Bydgoszcz, oraz Benjamin Didier-Urbaniak, który ostatni sezon rozegrał w Legii Warszawa.

Obóz Wakula, to nie był jedyny koszykarski obóz w Polsce na jakim był Jeremy Sochan. Był też na Draft Campie, obozie dla młodych koszykarzy wyróżniającym się… draftem do zespołów, organizowanym przez organizację Warsaw Basketball, szkolącą kolejne pokolenia adeptów koszykówki. Z tego obozu mamy nawet mixtape.

Późniejsza kariera Sochana jest już dość powszechnie znana.

Był liderem polskiej kadry młodzieżowej.

Do liceum wyjechał do Stanów, do prestiżowej La Lumiere, szybko rozwijającego się programu koszykarskiego, który jak do tej pory dał NBA trzech zawodników – Jarena Jacksona Jr., Jordana Poole i Isaiaha Stewarta. Jeremy Sochan będzie czwarty i na pewno nie ostatni,

Ze Stanów wygoniła go pandemia i tu Jeremy podjął kolejną dobrą decyzję, wyjechał się dalej szkolić w niemieckim Ratiopharmie Ulm, klubie słynącym w Europie z bycia szkółką talentów, nakierowaną na dostarczanie graczy do NBA. W przenosinach bardzo pomógł tu polski skaut Akademii z Ulm – Bronek Wawrzyńczuk. Z tego klubu do NBA trafił w ostatnich latach choćby Killian Hayes. Sochan spotkał się tam także z innym polskim talentem – Igorem Milicicem Jr. W tym czasie zadebiutował też w seniorskiej kadrze Polski.

Po Ulm nadszedł czas na Uniwersytet Baylor, gdzie Jeremy zrobił furorę, przeskakując od bycia postrzeganym jako prospekt na draft 2023, do klasy 2022 i przewidywane miejsca w drafcie między 40 a 50. Następnie wszedł w mockach do końcówki pierwszej rundy, a na końcu urósł wokół niego duży hajp w trakcie spotkań wewnątrz bardzo mocnej Konferencji NCAA Big 12 i eksperci zaczęli typować go do loterii draftu. Potwierdzeniem tego było zaproszenie od władz NBA do Green Roomu przed draftem.

Co ono oznacza?

To zaproszenie do stolików pod sceną, gdzie najlepsi gracze danej klasy draftu siedzą ze swoimi obozami/najbliższymi i czekają na wybór. NBA przed wysłaniem zaproszeń, przeprowadza dość szeroko zakrojone konsultacje z drużynami, żeby zorientować się, w jakiej okolicy gracz powinien zostać wybrany i czy na pewno nie będzie siedział w Green Roomie sam, nie wybrany przez nikogo, kiedy wokół będą wyczytywane nazwiska zawodników wybieranych w drugiej rundzie (zdarzyło się to kiedyś naszemu Maćkowi Lampe). Fakt, że Jeremy został zaproszony jako jeden z pierwszych 16 graczy, oznacza, że władze NBA są względnie pewne, że pójdzie w top20. W tym roku w green roomie będzie aż 22 zawodników, ostatnia szóstka to względne pewniaki do wyboru w pierwszej rundzie.

Co ciekawe – nikt z obozu Jeremy’ego tego nie potwierdzi, ale musiał mieć takie przecieki już naprawdę dawno temu. Zaraz po zakończeniu sezonu NCAA zgłosił się do draftu i od razu podpisał kontrakt z agentem odcinając sobie możliwość powrotu na uczelnię. Nikt nie podjąłby takiego ryzyka w obecnych czasach, nie będąc pewnym pierwszej rundy i gwarantowanych pieniędzy. Czy była jakaś ustna obietnica, czy agent wiedział coś więcej? Tego się nie dowiemy. Jednak od tej pory Jeremy zachowuje się jak typowy pewniak do loterii – nie wziął udziału w pomiarach na Draft Combine, wybiera dokąd jeździ na workouty i komu chce się pokazać… musi być pewny swego. I dobrze.

Ma ku temu podstawy.

KIM JEREMY SOCHAN JEST NA BOISKU – ANALIZA GRACZA

Podzieliłem ten dział na trzy części:

  1. Analiza video
  2. Dane ogólne, profil fizyczny i charakter
  3. Atak
  4. Obrona

ANALIZA VIDEO

Razem z Mateuszem Łukaszewiczem ze strony Roster zrobiliśmy coś, czego w polskiej sieci jeszcze nie było. 20 minutowy film z polską analizą mocnych i słabych stron Jeremy’ego. Zapraszam do oglądania!

STATYSTYKI, PROFIL FIZYCZNY I CHARAKTER:

Statystyki Jeremy’ego z całego sezonu w NCAA, za sports-reference:

W tym dużo istotniejsze i nieco bardziej znaczące w kontekście draftu do NBA, statystyki z trudniejszych i ważniejszych spotkań wewnątrz Konferencji Big12:

Na podstawie tych danych możemy stwierdzić, że kiedy stawka i poziom rozgrywanych spotkań wzrosły, zgodnie z oczekiwaniami w takich sytuacjach, nieznacznie pogorszyły się także statystyki Sochana. W kontekście jego oceny pod kątem NBA, nie ma to znaczącego wpływu, a najważniejszymi wskaźnikami w kontekście jego przyszłej produkcji w NBA są 4 konkretne statystyki:

  1. Skuteczność w rzutach za dwa – bardzo dobra, w conference games ponad 60%, choć ilość oddawanych rzutów nieco martwi – trudno określić jak zwiększenie ilości prób oraz stopnia ich trudności wpłynie na skuteczność
  2. Skuteczność z linii osobistych – fatalna jak na skrzydłowego i jak na technikę rzutu Jeremy’ego – to z punktu widzenia analityki ważniejszy wskaźnik dotyczący jego przyszłego rzutu za trzy niż sam procent za trzy – z tego powodu drużyny NBA największy nacisk na workoutach przykładają do testowania rzutowego Sochana, w tym w warunkach dużego zmęczenia i presji
  3. Przechwyty – Jeremy jest tu niezły, robił 2.9 przechwytu w przeliczeniu na 100 posiadań. Nie jest to wybitna wartość, ale obiecująca – ilość przechwytów na 100 posiadań, inaczej „steal rate” (w ilu procent akcji rywala zawodnik przechwytuje piłkę) to najlepszy dostępny prosty wskaźnik inteligencji boiskowej i instynktów zawodnika. Tego jak wykorzystuje swoje przewagi fizyczne na poziomie NCAA (większość przyszłych graczy NBA góruje fizycznie nad zwykłymi studentami na tym etapie). Ten parametr nie wskazuje na przyszłych dobrych obrońców, ale często cechuje przyszłych dobrych i mądrych graczy na poziomie NBA.
  4. Usage – to ile procent akcji swojej drużyny kończy gracz kiedy jest na boisku (rzutem, osobistymi lub stratą). Średni usage (20-30%) to najczęściej wskaźnik pokazujący, że zawodnik wykorzystuje swoje przewagi nad rywalami, ale nie dominuje ataku drużyny żeby napompować swoje statystyki. Sygnały ostrzegawcze dla drużyn NBA to z reguły zbyt niski usage (poniżej 15%), który oznacza, że zawodnik nie wyróżniał się ofensywnie (nie zasługiwał na większą rolę?) nawet na poziomie NCAA, zbyt wysoki oznacza, że przy nieco mniejszej roli, otoczony graczami lepszymi od siebie, zawodnik może się nie odnaleźć w NBA. Jeremy grał przy usage na poziomie 19.6% w Baylor, co biorąc pod uwagę jego rolę (pierwszy gracz z ławki) i system drużyny oraz fakt, że nie miał być liderem punktowym ekipy (ta przypadła graczom z większym stażem w rozgrywkach akademickich, co jest typowe dla Bears) jest bardzo przyzwoitym wynikiem. Pokazuje, że umiał wejść w rolę, ale jednocześnie nie bał się podejmować decyzji rzutowych.

Fizycznie Sochan to prototypowy zawodnik do współczesnej NBA.

Nie mamy jego dokładnych pomiarów, ponieważ nie zdecydował się na nie w trakcie Draft Combine, ale według ostatnich dostępnych danych:

Wzrost: 206 cm

Waga: 104 kg

Zasięg ramion: 215 cm

Wiek: 19 lat – urodzony 20 maja 2003 roku

Parametry fizyczne są do NBA wręcz idealne. Wystarczająco wysoki żeby grać pod koszem, ale nie na tyle, żeby przeszkadzało mu to kryć niższych graczy. Długie ręce, które pomagają zarówno w obronie, jak i kończeniu pod koszem. Solidna budowa ciała – mimo że jest jednym z najmłodszych graczy w tegorocznym drafcie, jest jednocześnie jednym z najsilniejszych skrzydłowych, a jego szerokie barki i jeszcze nie w pełni przebudowana z dziecięcego tłuszczyku na masę mięśniową budowa ciała, pokazują, że jest tu jeszcze spore miejsce na progres.

Jeśli dodamy do tego dobrą i szybką pracę stóp, zwłaszcza w poruszaniu się na boki, dobrą skoczność i ogólną sprawność wraz z płynnością ruchu – mamy dokładnie ten profil gracza, jaki jest teraz w NBA najbardziej poszukiwany. Samo to wrzuca go wyraźnie w górę draftu.

Oczywiście – Jeremy to nie jest fizyczny materiał na supergwiazdę NBA, brakuje mu dwóch rzeczy. Pierwsza to praca nóg w stronę kosza – brak mu szybkości w ruchu przód-tył, w ataku widać to poprzez wyraźny brak dobrego pierwszego kroku, który pozwalałby mu generować przewagi w sytuacjach jeden na jeden. W obronie też to zauważymy, kiedy zgubi pozycję i musi gonić gracza który już zaczął go mijać. Nie jest wtedy w stanie nadrobić pozycji nogami i żeby uratować sytuację musi polegać na swojej inteligencji i długości ramion. Brak mu także eksplozji po koźle, kiedy skacze po tym jak jest zmuszony do kozłowania, nie może się swobodnie rozpędzić nie myśląc o piłce w rękach, jego wyskok jest dużo mniej widoczny i pewny – nieco widać wtedy brak przewyższenia nad obrońcami i mocy po złapaniu z nimi kontaktu w powietrzu. To jednak może być tylko kwestia techniczna do nadrobienia wśród zawodowców – kiedy łapie piłkę już w dwutakcie lub nawet powietrzu, potrafi wyglądać bardzo atletycznie, lepiej niż przeciętny zawodnik NBA.

Pomoże w tym też na pewno charakter. Z każdego ruchu Sochana na boisku emanuje miłość do gry. Jest bardzo waleczny i bardzo ekspresyjny. Nie odpuszcza żadnych straconych piłek, nie ma dla niego sytuacji bez wyjścia. Było to widać kiedy genialną wręcz obroną prowadził pogoń Baylor za North Caroliną w Turnieju NCAA, było to widać po tym jak komunikuje się w obronie z kolegami i staje się osią defensywną drużyny (defensive hub), widać też wreszcie kiedy osacza i przytłacza w sytuacjach jeden na jednego rywali. Jest też uśmiechnięty, kontaktowy i zawsze pozytywnie nastawiony do gry, na boisku dopinguje i pokrzykuje na kolegów, a kiedy z niego schodzi, ciągle żyjąc meczem i przeżywając wydarzenia tak samo jak akurat grający zawodnicy. Te cechy charakteru to w kontekście NBA niezwykle ważna rzecz, zawodnicy tak nastawieni, mają większą szansę na sukces drużynowy niż nawet najbardziej utalentowane marudy. Organizacje z NBA też to najchętniej sprawdzają na workoutach – stawiają zawodnika w sytuacji skrajnego zmęczenia, czasem wręcz wymagając od niego rzeczy niemal niemożliwych do zrobienia i obserwują jak zareaguje. Jeremy reagował podobno świetnie, a jak jego waleczność, zaangażowanie i nieschodzący z ust lekki uśmiech, rzeczy które zarażają też innych zawodników drużyny, sprawiły że zaczął stabilizować swoją pozycję w top14 draftu, a opinie z klubów spływające na jego temat najczęściej są znakomite.

ATAK

Jeremy w ataku przez większość sezonu był tylko zadaniowcem. Zawodnikiem od czarnej roboty, który będzie atakował zbiórkę ofensywną, cierpliwie czekał na piłkę w rogu, a po podaniu odda rzut za trzy, zaatakuje close’out (zawodnika próbującego do niego dobiec żeby zapobiec rzutowi) i tym samym zaatakuje kosz, ewentualnie zetnie bez piłki w stronę obręczy, gdzie dostanie loba na wsad lub podanie w ruchu od rozgrywającego. Klasyczny glue-guy, człowiek od wszystkiego i niczego, który ma uzupełniać dziury w ataku swojego zespołu.

Z biegiem sezon zaczął jednak dokładać kolejne elementy do swojej gry. Pierwszym i być może najważniejszym w kontekście gry w NBA, jest umiejętność dojścia do pewnego i dobrego rzutu z półdystansu. Sochan pokazuje przy tym bardzo dobrą pracę stóp, zwody, pompki, dokroki, wykroki, up and under moves (ruch w którym po pokazaniu piłki obrońcy zawodnik nurkuje pod jego ramię robiąc dodatkowy wykrok), a także, przede wszystkim obroty. Jego spiny w poszukiwaniu rzutu były czymś o czym w pewnym momencie już mówili nawet komentatorzy Turnieju NCAA – chłopak umie bardzo płynnie wejść obrót z kozła, którym zyskuje przestrzeń do rzutu i ewidentnie stabilną dla siebie pozycję. To co dla kogoś innego może być brakiem równowagi, u niego wygląda pewnie, co może być tylko efektem długiego treningu i powtarzania tego samego zagrania tysiące razy, w różnych wariantach i przy różnych sposobach dościa do niego. To co tu jest ważne – nie robi tego bezmyślnie, dobrze kryty przez rywala często zostawia jedną z nóg na parkiecie i jeśli nie może dojść do swojego firmowego fade’awaya, potrafi się na niej obrócić jeszcze raz lub dwa razy, dołożyć jakiś wykrok w bok lub w stronę kosza i w konsekwentnie uzyskać oczekiwaną pozycję. Takie generowanie sobie przestrzeni do rzutu przy jednoczesnym wykorzystaniu warunków fizycznych, to coś, czego nie mają nawet wszyscy gracze typowani do wyboru przed nim, już nie mówią o tych, którzy „mają” znaleźć się za nim.

Drugi ważny element, który pojawił się w grze Sochana… a właściwie do niej wrócił, to świetne podania. Przez lata gry w kadrach młodzieżowych Jeremy pokazywał, że umie znakomicie kreować pozycje mniej utalentowanym kolegom i kiedy okrzepł w trudnym  i bardzo utalentowanym zespole Baylor – zaczął podawać także i tam. Znakomicie czyta podania sytuacyjne, umie odrzucić piłkę jednorącz na obwód, umie podać w małej gierce w pomalowanym do innego podkoszowego lub zawodnika ścinającego. Jednak co absolutnie najważniejsze – bywa zabójczy po tym jak postawi zasłonę na obwodzie, zrobi krótki roll, dostanie podanie i zamiast obrońca kryjący go wróci z pomocy przy guardzie, Jeremy umie fantastycznie rozegrać w sytuacji 4 na 3. A to sytuacja na którą się w NBA dużo napatrzy i jeśli Sochan będzie podejmował dobre decyzje, to może się kiedyś okazać, że porównania do Kyle’a Andersona i Draymonda Greena wcale nie były przesadzone.

Rzutowo się niestety Jeremy nie wyróżnia.

Na szczęście fatalna skuteczność z linii i nienajlepsza za 3 nie opowiadają całej historii o jego rzucie. Mechanikę ruchu ma niezłą, dobrze trzyma piłkę, a ruch jest powtarzalny i jedyne do czego można się przyczepić, to fakt że wyprowadza piłkę z bardzo niskiego punku. W konsekwencji obrońca ma dużo czasu na reakcję, a jeśli Jeremy chce przyśpieszyć rzut, to zaburza łańcuch ruchowy i zmniejsza szansę na to, że piłka wpadnie do kosza. To powinno być do poprawienia, ale żeby to osiągnąć najlepiej by było gdyby trafił do jakiegoś świetnego trenera rzutowego w pierwszych latach kariery. Takich w NBA jest przede wszystkim trzech – Chip Engelland w San Antonio Spurs, Fred Vinson w New Orleans Pelicans i… sztab trenerski Nicka Nurse’a w Toronto. Te trzy drużyny w ostatnich latach udowodniły wyraźnie swoją przewagę organizacyjną nad resztą ligi, ucząc rzucać graczy, o których powszechnie się mówiło, że to niemożliwe. Ci których nauka miała być tylko trudna, teraz rzucają za 3 świetnie.

W kontekście nauki rzutu mamy też jeden BARDZO pozytywny czynnik. W Conference Games i Turnieju NCAA Jeremy Sochan rzucał aż 37.5% za 3 w sytuacjach spot up. Oznacza to, że kiedy dostanie piłkę w stabilnej pozycji i musi tylko oddać rzut, już w NCAA był ofensywną opcją z którą musiały się liczyć obrony rywali.

Warto zauważyć też, że pod koniec sezonu wyraźnie wzrosła też jego rola w ataku Baylor.

W ostatnich 7 meczach, aż czterokrotnie oddawał co najmniej 10 rzutów, co w poprzednich 23 meczach zdarzyło mu się tylko 2 razy. W ostatnich 8 meczach jego średnia punktowa przekroczyła 12 punktów na mecz (ponad 3 więcej niż w pierwszych 22 spotkaniach), a być może dwa swoje najlepsze ofensywne występy zaliczył w Turnieju NCAA zdobywając dwa razy po 15 punktów w ważnych spotkaniach przeciwko bardzo zmobilizowanej konkurencji.

Ten rozwój z biegiem sezonu i rosnące zaufanie trenera na pewno nie uszło uwagi skautów z NBA.

W tym momencie atak Jeremy’ego można opisać w trzech grupach zagrań:

  1. Rzeczy, które robił najczęściej i wynikały z jego roli:

Stawiający zasłonę i rollujący do kosza w pick and rollu

Stawiający zasłonę i uciekający na obwód do rzutu za 3 w pick and pop

Zbierający i dobijający piłkę w ataku

Ścinający bez piłki i atakujący obręcz – świetny i atletyczny w tym elemencie

  • Rzeczy, które robił dobrze, ale okazjonalnie, w odpowiedzi na zachowanie obrony:

Rozgrywający w sytuacjach 4 na 3 po krótkim rollu i otrzymaniu podania w picku

Rzut po obrocie z półdystansu

Wykorzystywanie mismatchy i krycia przez dużo mniejszych lub dużo większych rywal

  • Rzeczy, które zdecydowanie musi poprawić:

Zdobywanie punktów po izolacjach

Atakowanie po koźle obręczy, dostawanie się do niej i kończenie przez kontakt

Rzuty typu pull-up, po koźle, zwłaszcza za 3, w czym był fatalny

Trafianie osobistych

OBRONA

Jeremy Sochan to najlepszy obrońca w drafcie 2022.

Na tym można by skończyć ten segment. To nie jest stwierdzenie nagrzanego fana z Polski, to nie jest opinia pompujących patriotyczny balonik ekspertów. To coś co do czego zgadzają się wszyscy eksperci na świecie. Sochan jest uważany za najlepszego obrońcę tego rocznika, materiał na zawodnika z All Defensive Teams i kogoś kto naprawdę może bronić w NBA rywali ze wszystkich 5 pozycji, od rozgrywających po centrów.

To ta strona parkietu sprawia, że jest tak pociągający dla drużyn NBA, na tyle, że powinien w drafcie zostać wybrany wyżej niż się powszechnie uważa.

Z czego to wynika?

Największe gwiazdy ligi to skrzydłowi, silni i mobilni zawodnicy, mogący rzucać ponad głowami obrońców albo ich poniewierać fizycznie: Giannis Antetokounmpo, Luka Doncic, LeBron James, Kevin Durant, Kawhi Leonard, Jayson Tatum, Jimmy Butler, Paul George. Jeśli drużyna NBA nie ma w składzie jednego z nich, musi koniecznie posiadać kogoś, kto byłby w stanie im przeszkadzać, ograniczyć ich w grze jeden na jednego. Stąd ogromną wartość mają zawodnicy tacy jak Pascal Siakam, Mikal Bridges, Andrew Wiggins, Draymond Green, Jae Crowder, PJ Tucker, Herb Jones czy nawet Patrick Williams. Duży skrzydłowy obrońca, mogący efektywnie ograniczać najlepszych w lidze to w tym momencie absolutna konieczność w drużynie chcącej walczyć o coś więcej niż drugą rundę play-offs.

Jeśli taki zawodnik może też kryć przy okazji inne pozycje, jego wartość tylko rośnie. Kiedy okazało się, że PJ Tucker może grać jako center, nagle zaczął być rozchwytywany, mimo podeszłego jak na zawodnika NBA wieku. Al Horford, który całą karierę uciekał od roli centra, nagle w tegorocznych playoffs był absolutnym kluczem w drodze Celtics do Finału ligi – okazało się, że może z jednej strony ograniczać jeden na jednego mobilne gwiazdy rywali – jak Giannis Antetokounmpo czy Bam Adebayo, a z drugiej panować na tablicach, a w ataku grać z obwodu, dzięki czemu jego koledzy mają więcej miejsca atakując strefę podkoszową. Z tego samego powodu w tegorocznych playoffs drastycznie wzrosła wartość Granta Williamsa.

Z kolei jeśli skrzydłowy może kryć też rozgrywających rywali, nagle wchodzi na poziom zarobków Mikala Bridgesa, który niedawno dostał od Phoenix Suns czteroletni kontrakt wart 90 mln $.

Natomiast zawodnicy mogący kryć wszystkie 5 pozycji na boisku to prawdziwa rzadkość. Scottie Barnes robił to na poziomie NCAA i była to jedna z głównych przyczyn, które zdecydowały o tym, że został wybrany w top5 draftu 2021. A, warto podkreślić, dużo gorzej radzi sobie w kryciu małych rywali, rozgrywających i rzucających obrońców niż Sochan. (Oczywiście, jest też od niego zauważalnie lepszy w ataku, ale mówimy tu o obronie). Razem z Barnesem, takich graczy można policzyć w NBA na palcach, nawet nie zdejmując skarpetek. I do takich zawodników Jeremy jest właśnie porównywany najczęściej: Barnes, Draymond Green, Ben Simmons, Aaron Gordon itd. Ich ofensywne możliwości są bardzo zróżnicowane i to to jak nasz przyszły gracz NBA będzie się rozwijał w ataku zdecyduje o jego suficie w lidze: Czy będzie zadaniowcem, kimś kogo trzeba ukrywać w ataku drużyny przez dość ograniczone możliwości, czy też gwiazdą mniejszego lub większego formatu? O odpowiedzi na to pytanie zadecyduje atak.

Jednak to gdzie Jeremy Sochan ma podłogę determinuje obrona. Bardzo dobra już teraz. Co jest w niej takiego wyjątkowego?

  1. Energia i zaangażowanie – Polak wydaje się mieć niewyczerpane zasoby energii na boisku. Zawsze z równym zaangażowaniem atakuje kozłującego rywala, nie stroni od kontaktu i przepychanek, zawsze jest gotów rzucić się po piłkę na parkiet, ciągle macha rękami, dotyka, podpycha, zahacza rywala, komunikuje się z kolegami z obrony i wydaje się, że gada też do rywali… przypomina w tym bardzo Dennisa Rodmana i Draymonda Greena. Żywe defensywne srebro. Strasznie irytujące i uciążliwe dla rywali… i Jeremy sam przyznał, że uwielbia się w tej roli, gościa który wytrąca przeciwnika z równowagi.
  2. Zbiórka w obronie – Dzięki temu, że w Baylor często grał w roli podkoszowego, nawet centra, odpowiadał w drużynie za defensywne deski. Nie boi się poświęcać swojego ciała, żeby zastawić rywali i umożliwić kolegom zbiórkę, zamiast patrzeć na piłkę w górze, pilnuje w pierwszej kolejności żeby rywal jej nie złapał, a kiedy straci pozycję walczy używając na równi łokci, pracy nóg i umiejętności wielokrotnego, powtarzalnego i szybkiego wyskoku. Przy okazji widać, że chce i lubi to robić, a nie jest to ulubiona rola każdego koszykarza. W konsekwencji Sochan kończy posiadania rywali – łapiąc piłkę po ich niecelnych rzutach.
  3. Krycie niższych rywali – to cecha którą szczególnie wyeksponowała ostatecznie nieudana pogoń Baylor za North Caroliną w Turnieju NCAA. Bears przegrywając już dwudziestoma punktami, postawili wszystko na jedną kartę i zaczęli kryć rywali strefą rozciągniętą na całym boisku. Jeremy stał na jej szczycie, kryjąc rozgrywającego rywali już pod samym koszem przeciwnika i uniemożliwiając mu przeprowadzenie piłki przez połowę… był w stanie utrzymać go na nogach i nie dawał się minąć teoretycznie szybszemu rywalowi, mimo, że był od niego wyższy o dobre 20 centymetrów.
  4. Umiejętność zmieniania krycia, tzw. switchability – to kolejna rzecz, która wyraźnie była widoczna dzięki systemowi defensywnemu Baylor. Trener drużyny na tyle ufał Sochanowi, że także w klasycznej obronie strefowej na własnej połowie stawiał go na szczycie strefy, czy też raczej półstrefy, w której gracze niby kryli każdy swego, ale przy zmianach pozycji rywali, błyskawicznie zmieniali krycie. W konsekwencji Jeremy miewał regularnie akcje, w której krył po trzech, czterech rywali na przestrzeni kilkunastu sekund, wszystkim odbierając możliwość rzutu, penetracji, a i nierzadko wymuszając straty. To wyjątkowo ważna umiejętność w kontekście wartości dla NBA – zwłaszcza w playoffs switchujący zawodnicy są wręcz na wagę złota, co widzieliśmy w tym roku aż nadto wyraźnie: switchująca obrona Celtics zafundowała Kevinowi Durantowi być może najtrudniejszą ofensywnie serię w jego życiu.
  5. Ciało, defensywne wyczucie i pomoc w obronie – Jeremy jest świadom swoich defensywnych możliwości i nauczył się polegać na sile, szybkości i zasięgowi ramion. Umie zastawić zawodnika od piłki, a przy próbie podania lobem lub obok siebie, błyskawicznie wyskoczyć i ją przechwycić. To wyczucie i umiejętność wykorzystania momentu, odczytania zamiarów rywala, pozwala mu też świetnie grać na słabej stronie (przeciwnej stronie parkietu względem miejsca w którym znajduje się piłka). Jednocześnie może pomagać przy atakującym rywalu, jak i cały czas kontrolować swojego gracza będącego bez piłki.
  6. Ochrona obręczy – na tej samej zasadzie jak przy pomocy w kryciu przestrzeni, Sochan umie wyczuć moment na rotację do kosza i skoczenia do rzutu rywala, żeby go maksymalnie utrudnić. Nie przekłada się to na dużą ilość bloków, ale dzięki skakaniu pionowo i łapaniu kontaktu z rywalem przy zachowaniu poprawnej defensywnej pozycji, umie wydatnie mu przeszkodzić w oddaniu łatwego rzutu.
  7. Passing lanes / przecinanie linii podań – Dzięki wyczuciu, mobilności, długości ramion i orientacji w przestrzeni, Jeremy regularnie zamyka rywalom linie podań, jednocześnie nie tracąc pozycji defensywnej: zwyczajnie bardzo trudno jest koło niego podać tak, żeby nie trącił lub wręcz nie przechwycił piłki. To na pewno element nad którym będzie dalej pracował w NBA, sztaby drużyn przykładają do niego dużą uwagę.

Oczywiście. Są też wady.

I niemal wszystkie można określić jednym zwrotem:

ZA BARDZO

Jeremy czasem za bardzo chce, za dużo pracuje rękami przy rywalu i przez to łapie głupie faule.

Czasem zbyt agresywnie wychodzi do rotacji, za ostro robi close’out na mogącym oddać rzut rywalu i ten go łapie na wyprostowanych nogach, pędzie idącym w drugą stronę i jednym kozłem łatwo go mija, łamiąc pierwszą linię obrony.

Czasem za bardzo chce zabrać piłkę kozłującemu przeciwnikowi, sięga mu rękami w kozioł zamiast zadowolić się utrzymaniem go przed sobą i w konsekwencji dość regularnie jest łapany na efektowne crossovery, zwody w koźle… których w NBA będzie tylko więcej.

Dodatkowo, o czym wspominałem już przy profilu fizycznym – jest dużo szybszy na boki niż w płaszczyźnie przód tył i przez to jak już raz straci pozycję nad rywalem, nie jest w stanie go nadgonić i musi nadrabiać warunkami fizycznymi.  W NCAA to działało, w NBA, przy dużo wyższym poziomie umiejętności i atletyzmu rywali, raczej nie przejdzie.

Obronę Sochana można podsumować następująco:

  1. Mocne strony:

Wielopozycyjność, umiejętność krycia każdej pozycji na boisku.
Energia, chęci, zaangażowanie.
Wyczucie obrony, feel.
Atletyzm i długość ciała.
Umiejętność ciągłego zmieniania krycia
Obrona obręczy i zamykanie passing lanes.

  • Słabe strony:

Nadagresywność przy kryciu kozłującego

Nadagresywność w przy closeoutach
Poruszanie się przód-tył
Głupie faule

KOGO Z NBA PRZYPOMINA

Andrei Kirilenko – 206 cm, 99 kg, wingspan 224 cm

Shane Battier – 203 cm, 99 kg, wingspan 217 cm

Boris Diaw – 203 cm, 113 kg, wingspan 215 cm

Ben Simmons – 211 cm, 108 kg, wingspan 214 cm

Scottie Barnes – 206 cm, 102 kg, wingspan 218 cm

Draymon Green – 198 cm, 104 kg, wingspan 217 cm

Aaron Gordon – 203 cm, 106 kg, wingspan 213 cm

Chuma Okeke – 198 cm, 103 kg, wingspan 213 cm

Kyle Anderson – 206 cm, 104 kg, wingspan 221 cm

OG Anunoby – 201 cm, 105 kg, wingspan 219 cm

PRZEWIDYWANIA NA DRAFT

Wymarzone drużyny:

Mam tu cztery drużyny i nie bez powodu wszystkie słyną z dobrego rozwoju graczy. 3 z 4 też nie należą do największych… najbardziej imprezowych rynków w lidze, bo choć wierzę w głowę i mądrość Jeremy’ego, wielkie miasto i wielkie pokusy potrafią zawrócić w głowie każdemu 19 latkowi.

– San Antonio Spurs: Świetna, kameralna organizacja, która słynie z dobrego rozwoju graczy i uczenia ich rzutu oraz ma legendarnego trenera, Greg Popovicha, który jest jednocześnie liderem drużyny i nauczycielem życia dla młodych zawodników. Jeśli gdzieś zaczynać karierę w lidze, gdzieś dojrzewać życiowo, to San Antonio jest wciąż najlepszym do tego miejscem w lidze. Mimo że Spurs słyną z powolnego wprowadzania graczy do gry, wydaje się że Sochan miałby z miejsca dużą rolę jako silny skrzydłowy i rezerwowy, smallballowy center.

– Toronto Raptors: Znakomity trener i fenomenalna organizacja, która słynie z niekonwencjonalnego podejścia do koszykówki i świetnych wyników w poprawianiu jakości rzutu młodych graczy. Raptors nauczyli rzucać nawet zawodników fatalnych w tym elemencie gry w momencie przyjścia do ligi, takich jak Scottie Barnes i Pascal Siakam, a eksperyment jaki obecnie przeprowadzają w swoim składzie jest wręcz idealny pod profil Jeremy’ego. Nick Nurse chce grać piątką zawodników o wzroście między 200 a 208 cm, którzy w obronie będą mogli dowolnie zmieniać krycie, a w ataku swobodnie wymieniać się pozycjami. Prawdziwa koszykówka XXI wieku. Myślę że Sochan od pierwszego dnia wylądowałby w piątce zespołu w roli centro-skrzydłowego – w Toronto naprawdę nie przywiązują się do pozycji. Problem w tym, że poza pozycjami… nie mają tam też picku w pierwszej rundzie

– Memphis Grizzlies: Kolejna organizacja, która dzięki dobremu pomysłowi na rozwój graczy i kreatywnemu poruszaniu się w drafcie tak, żeby zawsze dostać zawodnika którego najbardziej chce, zyskuje silną pozycję w NBA. Młoda drużyna, która już w mijającym sezonie napędziła dużego stracha w półfinale Zachodu późniejszym Mistrzom NBA – Golden State Warriors. Jedyne czego im brakuje, żeby wykonać kolejny krok w rozwoju to duży i mobilny obrońca na skrzydło, ktoś kto uzupełniałby się pod koszem z Jarenem Jacksonem Juniorem. Może tym kimś będzie wybrany rok temu Ziaire Williams, ale wydaje się, że Sochan by tutaj pasował nawet lepiej. Mimo że Grizzlies nie mają wysokiego picku – słyną z pozyskiwania graczy których chcą, nawet jeśli wymaga to od nich wykonania wymiany czy dwóch.

­– Miami Heat: Fabryka skrzydłowych Erica Spoelstry. Drużyna która nawet z niewybranych w drafcie zawodników potrafi zrobić solidnych starterów. Jeremy ze swoją miłością do ciężkiej pracy, pozytywnym nastawieniem poza boiskiem, a na boisku chęcią irytowania i nękania rywali idealnie tam pasuje, zwłaszcza że Heat bardzo brakuje co najmniej jednego skrzydłowego w jego typie. Szkoda że Miami ani nie ma wysokiego picku, ani nawet nie bardzo ma jak go pozyskać.

Prawdopodobne drużyny:

– San Antonio Spurs: Wybierają z 9 numerem i podobno mocno się Jeremym interesują, wydaje się że jest jednym z tych graczy, w których w tym roku celują.

Oklahoma City Thunder: Mają 2. (za wysoki) i 12. Pick w drafcie. Z tym drugim mogą zdecydować się na Jeremy’ego. To im kibicował w młodości, to w Oklahomie się urodził, to oni byli pierwszą drużyną którą oglądał na żywo i wreszcie to oni zaprosili go na jeden z pierwszych workoutów w procesie przeddraftowym. Mają dla niego miejsce i rolę, dostałby duże minuty i szansę rozwoju w ciekawym projekcie

– New Orleans Pelicans: Mają 8. Wybór w drafcie i podobno w trakcie spotkania z nimi na kolacji (nie trenował przez drobny uraz uda) Jeremy był fantastyczny i zrobił ogromne wrażenie na organizacji. Ich GM, David Griffin otwarcie mówi, że wybierając nie przejmuje się tym jak gracze rzucają, bo tak dobrych trenerów rzutowych zatrudnia w klubie – każdego nauczą tej umiejętności. Problem w tym, że w Nowym Orleanie już mają tłum skrzydłowych, w tym Herba Jonesa, gracza bardzo podobnego do Sochana, choć nieco starszego i o nieco niższym suficie.

– Atlanta Hawks: Wydaje się że Jeremy nie ma szans spaść poniżej tej drużyny. Wybierają dopiero z 16. Numerem, ale też bardzo potrzebują dokładnie takiego gracza jak Sochan i wyrażają nim mocne zainteresowanie od samego początku procesu draftowego. Podobno też bardzo aktywnie handlują swoim silnym skrzydłowym, Johnem Collinsem i jeśli użyją go, żeby dostać się do top10 draftu, mogą to zrobić właśnie po to, żeby pozyskać Polaka.

Mój typ – Toronto Raptors: Jak napisałem wyżej to idealne miejsce dla Sochana, a w podcastach amerykańskich ekspertów parę razy przewinęły się informacje, że drużyny nie mające picku w loterii próbują wspiąć się wyżej żeby pozyskać defensywnego skrzydłowego. Jeremy to najlepszy defensywny skrzydłowy w drafcie, to kropki jeden i dwa. Trzecia kropka – już dwóch insiderów, w tym jeden dość wiarygodny wypuścili info, że Blazers próbują za pick numer 7. pozyskać grającego w Toronto OG Anunoby’ego. Czwarta kropka – ludzie piszący o Detroit Pistons donoszą, że deal z Portland w którym do Pistons miał trafić 7. pick, a do Blazers Jerami Grant, jest na ten moment nieaktualny, ponieważ Blazers mają ciekawsze opcje na stole. I wreszcie kropka piąta – moje przeczucie. Od dawna zakładałem że jeśli ktoś będzie chciał wybrać Sochana, a nie ma picku w top10, to będzie musiał pozyskać pick Portland. Po doniesieniach z OG i przy tym jak idealnie on pasuje do Raptors, czuję… i mam nadzieję, że właśnie to się wydarzy. Łączymy więc kropki i mocno trzymamy kciuki właśnie za ten scenariusz.

OPINIE EKSPERTÓW

O opinie o Sochanie poprosiłem kilku znajomych ekspertów. Pytania są tak sformułowane żeby można było na nie odpowiedzieć dosłownie jednym słowem, co zresztą było moim zamierzeniem, ale część moich znajomych jest ewidentnie zbyt elokwentna i w konsekwencji niektóre wypowiedzi są nieco dłuższe:

Gdzie w NBA Jeremy Sochan najlepiej by pasował?

Marcin Gortat (biznesmen, mecenas e-sportu i żużla): Do drużyny gdzie jest bardzo dobre szkolenie i bardzo mocny lider zespołu na którym Jeremu mógłby się wzorować.

Łukasz Cegliński (redaktor naczelny Sport.pl): San Antonio Spurs

Michał Pacuda (redaktor naczelny Probasket.pl): Najlepiej, aby trafił do klubu, w którym będzie mógł się rozwijać – który potrafi inwestować w zawodników i podnosić ich umiejętności. San Antonio Spurs jest na jednym z takich klubów.

Łukasz Szwonder -Keep The Beat (Największy Youtuber koszykarski w Polsce): San Antonio Spurs

Krzysztof Kosidowski (redaktor naczelny ColllegeHoops.pl): Szczerze mówiąc na to pytanie odpowiedzieć mi najtrudniej, bo aż tak rozeznany w składach drużyn NBA nie jestem, ale jeśli mam zgadywać to postawie na Spurs.

Karol Śliwa (Koszykarski Turysta, autor strony Karol Mówi): Toronto Raptors. I myślę, że byłby to idealny fit dla obu stron. Zacznę od rzeczy niekoszykarskich – Jeremy to internacjonał, który dorastał w różnych miejscach. Raptors to topowa organizacja, chwalona przez resztę NBA. Ale z racji tego, że jest to Kanada, gracze z USA nadal niezbyt chętnie się tam przenoszą. Myślę, że Jeremy nie miałby problemu z przedłużeniem debiutanckiej umowy z Raptors. A takie rzeczy mają znaczenie, gdy inwestuje się swój wysoki pick w młodego gracza. W aspekcie czysto sportowym też widzę same zalety. Kreatywny coach, który nie zakopie go w skostniałych schematach. Scottie Barnes zaczynał mecze na pozycjach rozgrywającego jak i centra w swoim pierwszym sezonie w lidze. Nie każdy trener w NBA lubi takie wariacje na tema koszykówki. Poza tym Raps mają jeden z najlepszych w NBA sztabów trenerskich jeśli chodzi o rozwój młodych graczy. W Toronto wzięliby na warsztat nie najlepszy rzut Jeremiego.  

Mirosław Noculak (były trener, koszykarski ekspert): Chicago Bulls: z Nikolą Vucevicem grając na 4 oraz z Patrickiem Williamsem jako uniwersalny duet grający zamiennie 4/5.

Jaką rolę Jeremy będzie pełnił na poziomie NBA?

Gortat: Na teraz zapowiada się na bardzo dobrego zadaniowca, sixth mana wchodzącego z ławki jako pierwszy. Może być też wykorzystywany jako dobry obrońca w pierwszej piątce zespołu. Zależnie od drużyny do jakiej trafi i tego jak będzie się rozwijał, może się to diametralnie zmienić: na lepsze… albo na gorsze.

Cegliński: Pierwszopiątkowy zadaniowiec, tzw. glue guy.

Pacuda: To wszystko zależy od pracy jaką włoży i odrobiny szczęścia, czy znajdzie się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie, czyli np. czy dostanie szanse, może będzie musiał gdzieś kogoś zastąpić itd. Na pewno ma talent i potencjał, aby grać w NBA przez wiele lat.

KeepTheBeat: Smallballowy center, starter

Kosidowski: Myślę, że spokojnie może pełnić ważną rolę z ławki (podobnie jak było w Baylor), a jeśli rozwinie się tak jak wszyscy oczekujemy myśl o grze w pierwszej piątce wcale nie jest taka odległa.

Śliwa: Ma warunki fizyczne, żeby stać się elitarnym defensorem.  I może na razie na ty poprzestańmy, żeby za bardzo nie pompować balonika oczekiwań i wyobraźni. Myślę, że może być graczem poziomu Doriana Finneya-Smitha, a może nawet Mikala Bridgesa, a to już by było coś wielkiego dla niego samego i dla polskiej koszykówki. Wszystko powyżej biorę w ciemno.

Noculak: Przy obronie z przekazywaniem może kryć każdego – uniwersalny obrońca.

Jakich graczy z NBA przypomina Ci Jeremy?

Gortat: Ciężko mi dopasować go do profilu konkretnego zawodnika, Jeremy ma swój unikalny styl gry. Są elementy, które Jeremy robi bardzo dobrze, są takie które musi poprawić. To mądry chłopak i na pewno uczenie się od innych powinno mu przyjść łatwo.

Cegliński: Boris Diaw

Pacuda: Z budowy ciała Kyle’a Kuzmę, a z umiejętności i potencjału połączenie takich zawodników jak: Boris Diaw, Andrei Kirilenko i Draymond Green.

KeepTheBeat: Ben Simmons, Boris Diaw, Shane Battier

Kosidowski: Porównanie do Shane’a Battiera bardzo mi odpowiada.

Śliwa: OG Anunoby. Karierę Anglika śledzę z bliska od samego początku. Widziałem wiele meczów, a jeszcze więcej jego treningów na własne oczy. Defensywny „dzik”, który potrzebował „tylko” rozwinąć się w ataku, by być kimś w NBA. OG z 5.9 punktu w debiutanckim sezonie, wszedł na 17 w minionym. A myślę, że to jeszcze nie jest sufit jego ofensywnych możliwości. Jeremy przychodzi do NBA z bardzo podobną charakterystyką.

Noculak: Być może Boris Diaw.

Jaka jest największa koszykarska wada Jeremy’ego?

Gortat: Nie ma żadnych dużych, nienaprawialnych wad. Nie ma żadnych limitów w rozwoju i to się liczy. Wszystko przed nim stoi otworem. Musi tylko na to ciężko pracować.

Cegliński: Niestabilny rzut

Pacuda: Niewystarczająco dobry rzut z półdystansu, dystansu i osobistych, ale rękę ma dobrze ułożoną, więc jest tu potencjał i możliwość znacznej poprawy.

KeepTheBeat: Rzuty wolne

Kosidowski: Jak wszyscy wiemy – rzut. Skuteczność za trzy poniżej 30% oraz z linii rzutów wolnych poniżej 60% na przestrzeni całych rozgrywek trochę niepokoi, ale na szczęście z biegiem sezonu było coraz lepiej. Powodów do paniki nie ma i zakładam, że możemy być spokojni.

Śliwa: Nie znam go osobiście, ale słuchając i czytając wywiadów z nim, mam czasem wrażenie, że jest zbyt grzeczny. Ale to wcale nie musi oznaczać niczego złego. Tu pozdrawiają Timmy Duncan i Steph Curry. A tak poważnie, to gdy trafi już do NBA, to z miejsca musi wziąć się za swój rzut. To największy mankament w jego grze. Nie mam wątpliwości, że będzie znakomity w obronie, ale żeby dało się nim grać, musi być przynajmniej przyzwoity w ataku. Patrz Matisse Thybulle – cóż z tego, że broni skoro 76ers czasem muszą zabierać go z parkietu, żeby nie grać w ataku 4 na 5.

Noculak: Może nie tyle wada co do poprawienia: gra z piłką – rzut po koźle i uwalnianie się od obrońcy, rzut catch and shoot i umiejętność korzystania z P&R jeśli z czasem zacznie grać jako trójka (niski skrzydłowy).

Jaka jest największa koszykarska zaleta Jeremy’ego?

Gortat: Długie łapy, atletyzm, 18 lat! Sky is the limit!

Cegliński: Umiejętność bronienia na kilku pozycjach.

Pacuda: Ogromny zasięg ramion i bardzo dobra defensywa. Dobrze odnajduje się w obronie zespołowej, po przekazaniu, kiedy musi kryć niższego rywala to często nie daje się minąć – potrafi „ustać” w obronie, to powinni docenić trenerzy w NBA i wykorzystać jego możliwości i potencjał.

KeepTheBeat: Obrońca na każdą pozycję, bardzo wysokie koszykarskie IQ

Kosidowski: Wszechstronność oraz potencjał defensywny.

Śliwa: Ciało! Sochan jest koszykarzem XXI wieku. Skrzydłowy, który znakomicie się rusza, który ma zasięg ramion, jest szybki, skoczny i mobilny. Już teraz może bronić 2-3 pozycji. Jak nabierze doświadczenia i kilogramów mięśni, to stanie się maszynką do switchowania na cztery pozycje. Momentami może nawet i na pięć, w zależności od tego, kogo rywale będą mieć na środku.

Noculak: Obrona i decyzyjność w ataku.


Tradycyjnie na koniec: jeśli materiał Ci się spodobał i uważasz, że jest wart wsparcia, możesz zawsze postawić mi kawę, będzie mi bardzo miło:

POSTAW KAWĘ – KLIK

Zdjęcia w tekście pojawiły się dzięki uprzejmości rodziny Jeremy’ego i pochodzą z jego prywatnego archiwum.

Statystyki użyte na stronie pochodzą z serwisu basketball-referece i jego podstrony sports-reference.

Bardzo dziękuję za udział wszystkim ekspertom i jego rodzinie za udostępnienie materiałów, oraz Mateuszowi Łukaszewiczowi za wspólną pracę nad analizą video.

Jeśli komuś jeszcze mało Sochana:

Tu jest świetny tekst Tomka Kordylewskiego na NewOnce (KLIK).

A tu świetny tekst Piotrka Wesołowicza na Sport.pl (KLIK).

4 KOMENTARZE

  1. Fajny art. Będę odwiedzał częściej. Tak swoją drogą, dlaczego pytania do ekspertów nie otrzymał admin z Gwiazd Basketu? 🙂

  2. […] Powtórzę tu tylko to co powtarzam od dwóch tygodni i co rozpisałem nieco dokładniej w moim profilu Jeremy’ego. Jestem przekonany, że Blazers oddadzą ten pick za kolejnego skrzydłowego, prawdopodobnie OG Anunoby’ego z Toronto. Duet na skrzydle Grant – OG idealnie będzie uzupełniał co najwyżej przeciętny defensywnie trzon Portland (Dame-Simons-Nurkic). Z kolei do Toronto wręcz idealnie pasuje Jeremy Sochan. Okruszki które mnie doprowadziły w to miejsce, opisałem w profilu Jeremy’ego. […]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here